Czy Shakespeare mówił prawdę?
Oczywiście, że tak.
Myślisz inaczej. Masz rację.
Ty masz rację, ja mam spokój 🙂 i wszyscy zadowoleni.
Jak w teatrze, który tworzę powolutku.
Teatr pozytywnej energii.
Teatr życia w zachwycie.
Teatr improwizacji.
Oj wiem, wiem. Ta improwizacja to jak zdarta płyta we mnie gra.
- Przyjemność twórczego działania.
- Wspólnych wygłupów.
- Spontanicznie.
Dla mnie?
Odzyskiwanie radości życia.
A wracając do Williama — tak. Po stokroć tak.
Życie jest teatrem.
Dla mnie.
Każdego dnia gram tyle różnych ról. Każdego dnia bywam widzem, aktorem i reżyserem.
Wiele wody musiało upłynąć.
Odłożyłem megafon permanentnego reżysera.
Zasiadłem na widowni.
Co za ulga.
Zamiana miejscami
Ta zamiana miejscami. Co to za zabawa.
Puścić się tego, w co dorastając dałem się sformatować. Nie wiedziałem, że można żyć lżej.
W impro jest łatwiej
Kiedy partner gubi kierunek, nie zostawiasz go samego.
- Podajesz rękę.
- Bierzesz część ciężaru.
- Płyniecie dalej razem.
Czy nie tak wygląda przyjaźń?
O lękach
Mimo to, czasem się boję.
Tak bardzo się boję.
Hmm… to, czego „bardzo”, łatwo zobaczyć.
Lecz ilu rzeczy jeszcze nie wiem.
Ile nieuświadomionych lęków szczypie mnie od środka, podkłada nogę i złością ekspresji werbalnej daje upust tak, że jest mi wstyd.
Tych jeszcze nie rozumiem, lecz kilka z etykietami już stoi na półce.
Tego się nie da wycenić.
Czy William miał rację?
Tak.
Wspaniałym w każdym miejscu.
Dziś coraz częściej siedzę na widowni.
I bardzo dobrze mi z tym.
Spróbujesz?








0 komentarzy