Tak o suchym pysku?
Myślałem że się nie da.
Nigdy nie próbowałem.
A Ty? Jak z tym jest u Ciebie… ?
Moja relacja z alkoholem
Przez całe moje życie miałem dość dziwną relację z alkoholem.
Ulga, przyjemne uczucie rozluźnienia, odwaga bycia sobą.
Widziałem jak bawią się dorośli. Dorastając tylko takie ich zabawy widziałem.
Tak sobie myślę, że nie miałem inne alternatywy.
Problem? Sukces? Nuda?
Problem?
– Napijmy się.
Sukces?
-Trzeba to uczcić.
Nuda?
– Napijmy się będzie wesoło
Schyłek PRL-u
Moje dzieciństwo to schyłek PRLu.
Każda domowa uroczystość to wystawny z jedzeniem stół. Jakby zaklinać braków rzeczywistość. Dowód, że wszystko jest OK’ey a najważniejszy był on. Alkohol. Ile, by nie zabrakło?
Kto ile wypił, szło w świat niczym rekord polski.
W rodzinie na świat przyszedł maluch. Nim z matką ze szpitala wrócili. Ojciec z kumplami całe skrzynki wódy uciułanej na chrzciny wypili.
Myślisz, że to wstyd?
Nie… to był powód do dumy!
Ta i podobne historie, szły w świat niczym ludowe legendy.
Dorośli, którzy mieli być autorytetami, często byli po prostu częścią tej samej kultury picia.
Później sam wszedłem w te buty
Później sam wszedłem, w te buty.
Tak wyglądały rytuały dorosłych.
Najpierw pokazali mi, że alkohol jest częścią zabawy.
A później powiedzieli, że to problem.
I nagle tak miałbym na trzeźwo? Bez Alko? No jak to tak?
Przez lata byłem pewien, że zabawa zaczyna się dopiero wtedy, gdy przestajesz być trzeźwy.
Dziś
Dziś uczę się bawić inaczej.
Bez znieczulenia.
Bez uciekania.
I chyba pierwszy raz naprawdę jestem obecny.
To najlepsze momenty. Pamiętam je.








0 komentarzy