Życie na trzeźwo jest nie do przyjęcia
W towarzystwie bez alko?
Przecież wszyscy piją.
Kończąc terapię, czułem się jak młody bóg. Wyczyszczony. Zbudowany. Dojrzalszy.
Pełen pokory ale jednak ja, zacząłem tworzyć nową normalność. Mimo, że nie piłem, czułem sam jak pogarsza się, mój psychiczny stan. Moje dawne zachowania wracały. Te których się wstydzę. Wracał człowiek, którym byłem, kiedy piłem.
Nie zwlekając trafiłem do AA. Potrzebowałem dobrego towarzystwa. To mnie uratowało.
Kolacja
Pewnego razu zaprosiliśmy znajomych na kolację. Michał przebojowy zabawny gość, rozmowny, taka dusza towarzystwa. Nazywał nas przyjaciółmi. Ola cicha małomówna, świetnie się uzupełniali.
Było to jakieś trzy tygodnie od ukończenia terapii. Wiedzieli o wszystkim.
Energetyczne powitanie, coś tam w reklamówkach przywieźli. Nie brzdęk butelek ale sugestywne niby pytanie, zgasiło mój entuzjazm:
- Nie będzie ci przeszkadzało jak sobie piwko otworzę?
- pssssyk – i decyzja podjęta.
Nie pamiętam co powiedziałem. Pamiętam co poczułem.
Nieważny. We własnym domu.
Cisza
Po tym nasz kontakt w zasadzie się urwał. Ja przestałem dzwonić. Ostatni raz zadzwoniłem gdy umarł mój ojciec. Potrzebowałem pogadać. Nie miał dla mnie czasu. Od tamtej pory nie rozmawialiśmy.
Dziś wiem, że mogłem uprzedzić, ustalić, poprosić. Mam narzędzia by sobie radzić.
Jasno stawiam granicę.
Ale wtedy.
Przyjaciele?
Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi.








0 komentarzy